MODRYSOWE Rozmówki BABIOGÓRskie. Rozmówki w luźnej formie prezentują SŁOWA gwarowe oraz inne zasłyszane w Zawoi. Wiele z nich używane jest do dzisiaj, tak więc wybierając się do Zawoi nie zaszkodzi się z nimi zapoznać.
W nawiązaniu do poprzednich rozmówek, na chwilę jeszcze pozostaniemy w temacie sianokosów.
Poprzednie rozmówki można znaleźć na stronie www.modrys.pl/modrysowe-cejnieco.
Po wyschnięciu trawy należało ją zwieźć do gospodarstwa. Zwoziło się przy pomocy wozu wyposażonego w LYTRY –
takie szersze drabiny, które utrzymywały siano na wozie. Dodatkowo całe siano na wozie czyli FURĘ Siana
przyciskano od góry PAWOZEM – długa belka przywiązana z przodu i z tyłu do wozu.
Sino wrzucało się do BOISKA – zwykle przedsionek do stajni, dzisiaj powiedzielibyśmy holl między częścią mieszkalną a gospodarczą,
potem siano wrzucało się na stych. W zimie to samo siani ZRUCAŁO – zrzucało się na dół dla zwierząt.
Jak ktoś nie miał konia i wozu z Lytrami, to siano znosił w OKTUSCE – duża płachta do której wkładało się siano i niosło na plecach lub zwoził KARKĄ – karka to rodzaj małego wózka (tutaj mowa o czterokołowym) w którym najważniejszą rzeczą był hamulec na DYŚLU – Dysiel to belka, która łączy maszynę lub przyczepę z koniem lub człowiekiem jak nie było konia. Tutaj pojawia się DYŚlowy – czyli osoba obsługująca dyszel, kierująca, a co najważniejsze w czasie jazdy z górki HAMULCUJĄCA – czyli pilnująca aby karka nie rozpędziła się za bardzo. Na koniec wspomnę, żeby była jasność, KARKA była napędzana siłą mięśni, czasami mięśni młodszych domowników. Wypchać karkę pod górkę to była ciężka praca, ale potem zjazd z góry na FURCE – czyli małej furze to przyjemność. Wszystkie dzieci wtedy bawiły się świetnie oprócz hamulcowego, najstarszego z całej ekipy ale bez przesady, 12- 15 lat mógł mieć. Tak naprawdę tylko on w czasie tego zjazdu miał wiedzę jak nie wiele dzieli dobrą zabawę od przewrócenia się furki lub innej komplikacji.